Sep 9, 2010

BAŚNIE Z 1001 NOCY








Kiedy już znalazłem się w moim pokoju, kiedy włączyłem ten "dar niebios" odtajawszy trochę i już bez tego skafandra jakim są zimą ubrania, zacząłem pisać , spojrzałem jeszcze ze dwa razy w okno, ale zobaczyłem jedynie symetrycznie ułożone kwadraty, był to deseń mojej zasłonki koloru ecru, otoczonej bogato zdobioną w motyw orientalny zasłony w kolorze gorzkiej czekolady. Lekko odchyliłem tą ecru i zobaczyłem to co widuje już od 3 dni wieczorami. Świat w kolorze bieli złamanej fioletem i miedzią, taka stagnacja natury, wszechogarniający lód.

Pomimo ciepłej kołdry otaczającej już moje lekko rozgrzane ciało, ten wewnętrzny lód pozostaje wciąż nie roztopiony  .......moje powieki już są trochę niestabilne, moje ciało jest niestabilne, moja dusza jest niestabilna, ale po co mi powieki i oczy którymi nie widzę nawet połowy tego co widzę w mojej wyobraźni, po co mi ciało, przecież ono i tak nie należy do mnie, to jak samochód wzięty z wypożyczalni....po co mi ręce skoro nie stworzą nic rewolucyjnego, po co mi nogi skoro mam skrzydła..... Po co mi dusza skoro ma siedzieć w tak nic niewartym ciele, niech idzie precz szukać doskonałości...

Jest dość ciemno tylko mała lampka i tylko odbijające się w lustrze moje zęby w szerokim uśmiech, co powoduje ten uśmiech? Nic , czy uśmiech musi powodować coś ? mój uśmiech jest moim zapachem, mój zapach jest moim ubraniem...

Coraz bardziej senny i jednocześnie świadomy, rozważny i z wewnętrzną ochotą zawirowania...

Słysze jakiś dziwny szmer w okolicach drzwi, to mój pies powoli zmierza ku mnie i patrzy na mnie, patrzy tymi swoimi wielkimi brązowymi oczyma, lekko się wtula, ja pisze te ostatnie słowa i gładzę ją po głowie, zaraz jednym przyciskiem wyłączę wszystko, odejdziemy...i powiem Ci tylko to, co powinienem naprawdę powiedzieć....Dziękuje, że mogłem napisać do Ciebie i pozbyć się tej liryczności atakującej czasem moje gorące ciało i zimną dusze...



M***,  Styczeń. 2007



Niepotrzebne skreślić.





No comments:

Post a Comment